Lekcja VII – Zaplecze SEO – jak je stworzyć i ile to kosztuje?

Lekcja VII – Zaplecze SEO – jak je stworzyć i ile to kosztuje?

Posiadanie własnego zaplecza do pozycjonowania jest bardzo dobrym rozwiązaniem dla osób, które cenią sobie niezależność i kontrolowane efekty. Posiadanie 5 satelit i regularne ich rozwijanie doda Ci mocy SEO, a utrzymanie ich w doskonałej kondycji zapewnia również zastrzyk gotówki do portfela, bo jedno – zadbane zaplecze możesz spieniężyć jako medium do pozycjonowania innych stron. Jedynym minusem, lub straszakiem będzie dla Ciebie czas. Budowanie zaplecza zajmuje albo sporo czasu, albo pieniędzy. Zwraca się najwcześniej po połowie roku, a najlepsze efekty gwarantuje po minimum dwóch latach rozwijania.

Dziś nauczysz się:

⦁ Czym jest satelita i jakie ma zadanie
⦁ W jaki sposób zbudować zaplecze
⦁ Jak linkować zaplecze i pozycjonowaną stronę
⦁ Monopol w TOP10 wyszukiwarki internetowej

Czym jest satelita i dlaczego jest legalna?

Pewnie słyszałeś od znajomych lub czytałeś w sieci, że posiadanie zaplecza jest nielegalne, zaś jego wykrycie skutkuje natychmiastowym usunięciem z wyników wyszukiwania. Tak, zaplecza są nielegalne, ale tylko te, które są stawiane po kosztach, przez – niekoniecznie odpowiedzialnych ludzi. Wszystko sprowadza się do struktury zaplecza, bo wyszukiwarka inaczej odbiera 50 podobnych stron, stojących na tym samym hoście, a inaczej 3-5 elegancko przygotowanych satelit, stale rozwijanych, umieszczonych na różnych serwerach. Gdyby zaplecza były nielegalne, to firmy żyjące z “Internetu”, posiadające nie raz po 20-30 zarobkowych stron już dawno zostałyby usunięte z wyników, bo algorytm by je ze sobą powiązał. A są i mają się dobrze.

Satelita to strona internetowa, sklep lub zwykły blog. Znajduje się na innym hostingu, niż witryna docelowa (ta, którą pozycjonujemy dzięki satelitom) i jest tak samo rozwijana, jak targetowana strona (docelowa). Sposób jej optymalizacji oraz pozycjonowania we wstępnym etapie nie różni się zbytnio od typowego, regularnego pozycjonowania. Na zapleczu również budujemy siatkę artykułów, dbamy o formatowanie tekstów, ale nastawiamy się na moc satelity, bo po czasie będzie ona wyprowadzać linki do docelowej domeny.

Nie jest to ani tania zabawa, nie zajmuje też pięciu minut. Zwraca się jednak w formie stabilnego źródła linków przychodzących, całkowitą kontrolą procesu pozycjonowania i niemal pewnymi wynikami. Musi być jednak stale rozwijane, bo podobnie jak w przypadku każdej pozycjonowanej strony – gdy osiądziesz na laurach, możesz równie dobrze skasować zaplecze z serwerów.

Podczas typowego, regularnego pozycjonowania dochodzimy do etapu, w którym potrzebujemy linków przychodzących. Posiłkujemy się zatem katalogami, blogami, kupujemy różnego rodzaju reklamy. Nie mamy jednak pewności, co do żywotności naszego linku. Ktoś może popełnić błąd strukturalny lub pod kątem optymalizacji i strona wyleci w powietrze, a co za tym idzie – link prowadzący do Ciebie wygaśnie i trzeba szybko nadrabiać braki. Dzieje się to rzadko, ale kwestia kontroli ma tu fundamentalne znaczenie. Posiadając własne satelity tylko Ty decydujesz o linkach, bo jak nie opłacisz na czas serwera lub nie przedłużysz domeny, to sam sobie strzelasz w stopę i do nikogo nie będziesz miał pretensji.

W jaki sposób budować zaplecze?

Istnieje kilka metod, ale skupmy się na strukturze. Przede wszystkim każda satelita musi być od siebie niezależna, tj. znajdować się na innym hostingu. Popularną praktyką jest zakup kilku hostingów, np: na nazwa.pl, home.pl, hitme.pl, ovh.org i az.pl. Mamy 5 różnych hostingów + 5 różnych domen (przy zakupie hostingu zazwyczaj u tego samego usługodawcy kupujemy też domenę). Gdybyśmy wszystkie satelity upchali na jednym hostingu, lub nie daj Boże – pod jednym adresem IP, to wyszukiwarka błyskawicznie wykryje powiązanie i oprócz zaplecza, w powietrze wyleci również pozycjonowana (o ile do tego etapu dotrwasz) strona.

Wiemy zatem, że chodzi o naturalność. Ot tak, stawiasz sobie 5 różnych stron. Kolejnym ważnym elementem jest różnorodność witryn, choć nic nie szkodzi, abyś poszedł w stronę samych blogów. My praktykujemy systemy:

⦁ 1+1 (blog i landing page z blogiem)
⦁ 1+1+1 (blog, landing page z blogiem, portal)
⦁ 2+1+1 (2 blogi, jeden landing, jeden sklep)
⦁ 2+1+2 (2 blogi, jeden landing i 2 sklepy)

O co w tym chodzi? Wyszukiwarka internetowa rozróżnia sklep od bloga, portal od sklepu itd. W praktyce zmierzamy do tego, aby nie tylko dla Google nasze satelity były przejrzyste, lecz również dla odwiedzających, bo wyobraź sobie, że na każdej z satelit będziemy generować ruch, który następnie przekierujemy na docelową – pozycjonowaną stronę. Unikamy też monopolu, bo w biznesie UOKiK da nam czas na restrukturyzację, a w sieci wyszukiwarka już po kilku dniach wyrzuci nas z indeksu. A wbrew pozorom o monopol w TOP10 wcale nie trudno.

Jak linkować zaplecze i pozycjonowaną stronę?

Dobrze wiesz, że po etapie content SEO przychodzi czas na linkowanie spłodzonych tekstów gdzieś na zewnątrz. Wielokrotnie wspominałem, aby nie robić tego na “hurra” i nie pakować po 10 linków dziennie. Wszystko trzeba robić stopniowo. Posiadając własne zaplecze, znając je dobitnie i kontrolując każdy element jego rozwoju możemy linkować się dużo, dużo mocniej i częściej. Zamiast standarowych 10 linków dziennie – wrzucamy 20. Nie unikamy przy tym serwisów/katalogów/blogów zewnętrznych, bo nie wyobrażamy sobie przecież jedynie 5 źródeł pochodzenia linków do strony docelowej, ale mieszając linki pomiędzy sobą, wszystkie strony, docelowa oraz zapleczowe – błyskawicznie szybują do góry w wynikach wyszukiwania. Wyobraź sobie to na przykładzie tekstów. Na swojego bloga przy stronie wrzucasz 5 artykułów miesięcznie. Wszystkie o miodach. To teraz pomnóż liczbę razy pięć i wychodzi 25 artykułów miesięcznie o miodach. Jeżeli do tej pory miałeś 20-30% artykułów wysoko w wynikach wyszukiwania i dawało to Ci x złotych, to teraz masz ich pięć razy więcej. Zaczyna to się zwracać.

Stronę pozycjonowaną linkujesz w sposób cofany. Jeśli do pewnego momentu budowałeś na zapleczu teksty i ich nie linkowałeś, to teraz do nich wracasz i przygotuj się na umieszczenie w 200 starych tekstach linków prowadzących do Twojej strony. To mnóstwo pracy, ale do tego zmierzamy budując zaplecze. Wpisy od dawna masz zaindeksowane, teraz tylko wracasz i dorzucasz do nich link. Po pierwszym miesiącu praktyki odczuwasz ból hostingu (jeśli działasz w chmurze …), w drugim serwer ma dla Ciebie znaczenie, bo generujesz duży ruch. Na tym etapie wiele osób zmienia sposób postrzegania pozycjonowania i wprowadzają reklamy AdSense. Możesz i Ty.

Monopol w TOP10 wyszukiwarki internetowej

Nie jest problemem stworzyć 10 satelit i na zasadzie żmudnego budowania ich wartości wprowadzić wszystkie do pierwszej strony wyników wyszukiwania. I jest to w pełni legalne, bo nie decyduje kasa, a wiedza oraz staranność. Przynajmniej w co drugiej rozmowie o pozycjonowaniu słyszymy w biurze pytanie, czy pomożemy zrobić Klientowi monopol w wyszukiwarce. Tak, nie ma problemu, ale to się wiąże z wydatkiem przynajmniej kilkunastu tysięcy złotych w skali roku na frazę lokalną, do konkurencji na poziomie 300 000 wyników wyszukiwania. Brzmi ładnie, wygląda jeszcze piękniej, ale z doświadczenia wiemy, że nie daje wymiernych korzyści finansowych. Lepiej okupować topy trzema, czterema stronami i pozwolić na konkurencję, bo w przełożeniu na finanse po prostu zarobisz więcej. Samo utrzymanie zaplecza pochłania od 10 do 25 procent przychodów firmy internetowej. Przy 10 000 złotych wygląda to nieźle, ale już przy 100 000 złotych i kwestii podatku (obojętnie jak się rozliczasz, ważne, że w Polsce) zostaje Ci mniej, niż połowa. Punkt widzenia zależy od punktu posiadania – przynajmniej w pozycjonowaniu.

Zbieramy to do kupy:

Jesteśmy zwolennikami satelit, bo to bezpieczne i skuteczne pozycjonowanie. W odróżnieniu od typowego, regularnego SEO mamy kontrolę nad wszystkim i o ile na stronie docelowej raczej nie dopuszczamy do reklam, tak na zapleczach jest to wskazane. Strony nie są ze sobą w żaden sposób powiązane, a na koniec dnia widzisz efekty w portfelu. Nie polecam budowania satelit amatorom i osobom, które dopiero raczkują w sieci – niezależnie od stanu posiadania. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, podstawy pozycjonowania należy gruntownie przebadać. Bez wiedzy podstawowej lub zainteresowania nie zbudujesz pozycji w sieci. Samym płaceniem agencjom, bez kontroli swojego zaplecza też guzik osiągniesz, bo pozycjonowanie choć w strukturze się nie zmienia, codziennie dostarcza nowych informacji. Pamiętaj o tym i kieruj siły w satelity wtedy, gdy przynajmniej od dwóch lat zarabiasz w sieci i stać Cię na to! Powodzenia!

Dodaj komentarz

Zamknij
×
×

Koszyk