Lekcja IV – Zanim zaczniesz pozycjonować ważny projekt

Lekcja IV – Zanim zaczniesz pozycjonować ważny projekt

Mówi się, że porażki i wyciąganie z nich lekcji budują z rzemieślników prawdziwych mistrzów. Widzimy to w sporcie, widzimy w biznesie i nie inaczej to wygląda w przypadku pozycjonowania. Choć całość tak naprawdę sprowadza się do powtarzalności oraz rutyny, w każdej branży (a szczególnie w IT) istnieje szereg zachowań, które mogą doprowadzić projekt do ruiny – nieumyślnie lub nawet celowo. Choć po miesiącach, a być może i latach nauki wydaje Ci się, że wszystko wiesz i jesteś gotowy do pozycjonowania projektu zarobkowego, wstrzymaj się na chwilę i zobacz, co dla Ciebie przygotowałem, bo autopsji lepiej się uczyć na innych i nie tracić niepotrzebne pieniędzy oraz nerwów.

Dziś nauczysz się:

⦁ Fundament strony, czyli serwer (hosting)
⦁ Administracja witryną – naucz się jej lub zleć agencji
⦁ Dziennik pozycjonowania – po co go prowadzić?
⦁ Brak systematyczności – czym skutkuje?
⦁ Nie masz pieniędzy? Zarób, odłóż i wróć do tematu

Laptopa wybierasz godzinę – hosting zamawiasz po minucie

Pamiętaj drogi Czytelniku, że Twoja strona internetowa znajduje się na zewnętrznym (chyba, że masz własny) serwerze i generalnie o to nie dbasz, bo widzisz ją na co dzień. Jeżeli korzystasz z maszyny typu Vps, Vpn lub serwera dedykowanego – doskonale! Jeśli jednak posiadanie wirtualnej maszyny jest dla Ciebie koniecznością wynikającą z faktu, że gdzieś Twoja strona musi “stać” i wybrałeś hosting w chmurze za 10 złotych rocznie – masz problem. Bo choć stronie za wiele się nie stanie, będzie pracować stabilnie i błyskawicznie się ładować, to prędzej czy później (a zazwyczaj w pierwszym kwartale) się rozsypie. Może to być zaraz po aktualizacji systemu, wtyczki, lub po aktualizowaniu strony głównej, np: po 3-4 miesiącach po ostatniej tego typu operacji. Jak się już rozsypie, to lepiej, aby się skleiła po paru godzinach, ewentualnie po dobie, bo w przeciwnym wypadku sporo Twojej pracy związanej z pozycjonowaniem idzie na marne.

Gdy kupujemy laptopa, który służy nam do pracy lub opiekowania się witryną – potrafimy stać godzinami i wybierać spośród dziesiątek drogich modeli. Kiedy potrzebujemy serwera do postawienia stronki, idziemy w najtańsze rozwiązania, bo pozornie strona będzie działać prawidłowo zarówno na hostingu w chmurze, jak i na vps’ie. Różnica przyjacielu jest jednak taka, że hosting posiada ograniczenia i jest kierowany dla projektów hobbystycznych, a codziennie słyszę od kontrahentów, że ich sklep wisi w … chmurze. Za 10 złotych rocznie!

Czym różni się serwer od hostingu?

Ceną. Za serwer typu vps zapłacisz pomiędzy 800 a 1500 złotych rocznie. Za hosting wydasz dychę na rok. Serwer to komputer, który jest podzielony na sekcje i korzystasz z całej maszyny. Hosting to najczęściej JEDNA wydzielona sekcja z serwera, na którym znajduje się Twoja strona i kilka tysięcy innych. Rozumiesz różnicę? Jeśli nie, to przyjmij, że masz obok siebie dwa laptopy. Jeden z nich podzieliłeś na 10 kont i sprzedałeś 10 różnym osobom. Z boku, na drugim laptopie również masz 10 kont, ale na tych kontach znajduje się jeszcze po 100 subkont. Maszyna da sobie radę, ale co się musi dziać w bebechach tegoż komputera, to potrafi sobie wyobrazić tylko dobry elektronik. No, ale kasa się zgadza. No matter what!

Kolejna różnica to poziom dostępu. Hosting jest fajny do zabawy, bo zazwyczaj nie posiada dostępu do root, dodatkowo ma multum zapór i gdy umyślisz sobie wgrać nową wtyczkę na WordPress – hosting może tą operację zablokować. Bo może – i gonisz do admina. Korzystając z serwera sam odpowiadasz za to, co się na nim znajduje i jeśli ukatrupisz, zajedziesz maszynę to ona się zrestartuje, przywróci ostatnią prawidłową konfigurację i lecisz dalej. Hosting zablokuje Cię na kilka dni, dodatkowo może pogubić backupy itd.

Filarem strony jest maszyna, na której stoi. Jeżeli chcesz mieć pewność, że nie wydarzy się nic nieoczekiwanego, zainwestuj w dobry serwer, bo w przeciwnym wypadku proces pozycjonowania – zwłaszcza sklepu – nie ma sensu.

Stale monitoruj kondycję swojej strony – opieka administracyjna

🙂

Za wykonanie strony zapłacisz firmie, np: 800 złotych i dziwnie się uśmiechasz, gdy dowiesz się, że ta sama firma za roczną administrację strony pobiera 1500 złotych. No coś tu jest nie tak, prawda? Oczywiście, że nieprawda  Opieka administracyjna to stałe monitorowanie strony i reagowanie (przeważnie automatycznie, firmy oferujące opiekę wydają masę pieniędzy na budowanie swoich narzędzi do utrzymania setek stron) w przypadku błędów, zawieszenia lub, o zgrozo – zniknięcia. Przez 11 miesięcy może się nie stać absolutnie nic, ale w dwunastym autor jednek z wtyczek zrobi błąd w aktualizacji i wówczas kombinuj, nawet korzystając z raportów – jak to ogarnąć w jeden dzień. Administrator, zwłaszcza dobry, ciągle jest w naszym kraju niedoceniany, a bardzo pożądany. Konkluzja jest taka, że choć administracji wcale nie musisz nikomu zlecać, to miej na oku 2-3 fachowców, którzy w razie awarii błyskawicznie Ci pomogą. Przestój to spadek.

Dziennik pozycjonowania – po co i jak go prowadzić?

Możesz być przekonany, że wiesz wszystko o pozycjonowanej stronie internetowej, ale jeżeli nie będziesz zapisywał raportów, liczby dodanych artykułów, przyrostu linków – możesz się nadziać i nieźle zdziwić, gdy (o tym w lekcji nr.3) pewnego dnia odpalisz checkera, a tam nie zagra Ci liczba linków przychodzących. Liczba będzie się różnić. I co wtedy? Niektórzy pozycjonerzy prowadzą notatki ręczne, bo (i znów – o zgrozo) komputer jest urządzeniem i może się pomylić, przekłamać, a może to być działanie konkurencji, bo nagle jest tych linków więcej (spam linkowy). W skrócie: prowadź notatki co dokładnie robisz z pozycjonowaną witryną, bo to Ci może uratować tyłek, gdy, np: konkurencja zechce Cię wyrzucić z indeksu. Ma to też znaczenie w kwestii psychiki – codziennie robiąc notatki będziesz samoistnie sprawdzał checkery, narzędzia SEO – dla pewności.

Krótka historia firmy Reben:

14 sierpnia zeszłego roku odwiedził nas p.Michalski z firmy Reben, który sam pozycjonował swój sklep. Gdy odbyliśmy krótkie szkolenie, usiedliśmy do notatek. Odpalamy checkera i okazało się, że 2 miesiące wcześniej Klient miał 5333 linki przychodzące, a na spotkaniu już 21 400, w tym ponad tysiąc w ciągu ostatniego tygodnia. Gdyby przyszedł do nas miesiąc później – miałby po sklepie i około 9000 złotych miesięcznego utargu. A tak, to udało się spam zablokować (bot tworzył z Jego konta firmowego konta na zagranicznych forach dla osób +18), jednak nie doszliśmy, kto był spamerem. Oczywiście filtry nałożone, a cały bajzel z czyszczeniem trwał ponad miesiąc czasu.

Brak systematyczności – osiadanie na laurach

Nie raz i nie dwa frazesy życiowe mają odzwierciedlenie w informatyce, a konkretniej – pozycjonowaniu. Człowiek lubi osiadać na laurach, a zwłaszcza wtedy, gdy zdobywa topy. Wiadomo, duży przychód, nieco bardziej napompowane ego. Czym to skukuje – pewnie się domyślasz. Nie ważne w jakim momencie, nie ważne dlaczego, ale jeżeli pozwolisz sobie na PRZESTÓJ w systematyczności pozycjonowania, to narobisz sobie problemów. Utrzymanie pozycji jest prostsze, niż jej zdobywanie, a będąc w topach masz więcej pieniędzy na pozycjonowanie. My radzimy Klientom, aby będąc w topach i doskonałej kondycji finansowej zlecili utrzymywanie pozycji asystentom. Większy wydatek, ale mniejsza szansa na obudzenie z ręką w nocniku. I skoro o finansach mowa …

Nie masz pieniędzy – zapomnij o pozycjonowaniu

Brutalna, ale jednak rzeczywistość. Nawet, jeżeli wszystko chcesz robić samemu, nie zaczynaj będąc spłukanym, bo możesz osiągać fajne efekty i przydarzy się moment, gdy bardzo chciałbyś wydać, np: 500 złotych na ekstra narzędzie, ale tych pieniędzy nie masz. I taka “ekstra szansa” ucieka, a Ty się zaczynasz frustrować. Nie jesteś w stanie precyzyjnie przewidzieć, kiedy należy linkować zewnętrznie Twoje wpisy, a możesz reprezentować skomplikowaną branżę, o której za wiele w sieci się nie pisze i np: dostępne dla niej katalogi branżowe mogą być płatne. I co wtedy zrobisz? Potrzebujesz linków, słabych nie będziesz tykał, a na te najlepsze nie masz pieniędzy. Na tym etapie możesz się co najwyżej frustrować, a frustracja, zwłaszcza w pozycjonowaniu nie prowadzi do niczego dobrego.